Atrament

W powieści Jana Potockiego Rękopis znaleziony w Saragossie natrafiłem na fragment poświęcony produkcji atramentu. Rzecz dzieje się na przełomie baroku i oświecenia, gdzieś w latach 1700-1748.

Muszę ci wyznać, że dziesięć lat melancholii dodało wiele dziwactw do samotniczego trybu życia mego ojca. Między innymi powziął on szczególniejszą namiętność do robienia atramentu, pierwsza zaś przyczyna tego dziwnego upodobania była następująca: Pewnego dnia, gdy znajdował się w towarzystwie kilku literatów i prawników u księgarza Moreno, rozmowa padła na trudność dostania dobrego atramentu; każdy wyznał, że nie ma czym pisać i na próżno usiłuje sam zająć się fabrykacją tak potrzebnego materiału. Moreno rzekł na to, że ma w swoim sklepie zbiór przepisów, wśród których na pewno znajdą się recepty na wyrabianie atramentu. Poszedł więc po książkę, nie mógł jej jednak od razu wynaleźć, a gdy powrócił, rozmowa toczyła się o czym innym: zastanawiano się nad powodzeniem nowej sztuki i nikt nie chciał już słyszeć ani o atramencie, ani o przepisach, za pomocą których go wyrabiano. Wszelako mój ojciec cale odmiennie postąpił. Wziął książkę, znalazł natychmiast sposób wyrabiania atramentu i zdziwił się mocno, widząc, że z łatwością pojął rzecz, którą najznakomitsi uczeni hiszpańscy uważali za niesłychanie trudną. W istocie chodziło tylko o umiejętne pomieszanie tynktury¹ owoców galasowych z rozczynem kwasu siarkowego i o dodanie stosownej ilości gumy. Autor jednakowoż dowodził, że można otrzymać dobry atrament tylko wtedy, gdy się zaprawi naraz wielką ilość, gotując cały płyn i mieszając go pilnie, albowiem guma, nie mając żadnego powinowactwa z substancjami kruszcowymi, dąży usilnie do oddzielenia się od nich, że nadto sama guma jest skłonna do rozkładu organicznego, któremu można zapobiec tylko przez dodanie niewielkiej ilości alkoholu.

Mój ojciec kupił książkę, nazajutrz wystarał się o potrzebne ingrediencje, apteczne wagi i największy gąsior, jaki tylko mógł znaleźć w Madrycie, stosownie do ostatnich uwag autora. Atrament udał się wyśmienicie: ojciec zaniósł butelkę literatom zgromadzonym u Morena, którzy uznali go za doskonały i prosili o więcej.

Wiodąc życie ciche i odosobnione, ojciec mój nie miał nigdy sposobności wyświadczenia komukolwiek jakiej przysługi i odebrania za to należnych pochwał, znalazł więc nową przyjemność w zobowiązywaniu sobie ludzi i przyjmowaniu ich dziękczynień i szczególnie przywiązał się do zatrudnienia przynoszącego mu tyle miłych chwil. Widząc, że literaci madryccy w mgnieniu oka spotrzebowali zawartość największego gąsiora, jaki mógł znaleźć w całym mieście, kazał sobie sprowadzić z Barcelony gąsior z rodzaju takich, w jakich marynarze z Śródziemnego Morza zwykli przechowywać wino na okręcie. Tym sposobem mógł od razu sfabrykować dwadzieścia flasz atramentu, które literaci równie szybko wypisali, okrywając mego ojca pochwałami i dziękczynieniami.

Wszelako im gąsiory były większe, tym więcej przedstawiały niedogodności. Nie można było jednocześnie grzać i mieszać płynu; cóż dopiero, gdy przychodziło do przelewania z jednego naczynia w drugie. Natenczas mój ojciec postanowił sprowadzić z Toboso wielki kocioł gliniany, jakiego używają do wyrabiania saletry. Gdy przybył pożądany kocioł, rozkazał umieścić go na palenisku, na którym, przy pomocy kilku węgielków , utrzymywał wieczny ogień. Kurek, przyprawiony od spodu kotła, służył do wypuszczania cieczy, wszedłszy zaś na brzeg paleniska, można było wygodnie małym drewnianym wiosłem mieszać gotujący się atrament. Kotły te są wysokości człowieka, możesz więc domyślić się, jaką ilość atramentu mój ojciec na raz sporządzał. Nadto miał zwyczaj uzupełniać zawartość kotła, gdy tylko atramentu ubyło. To była dopiero prawdziwa rozkosz, gdy zachodziła doń służąca lub domownik jakiegoś sławnego literata z prośbą o butelkę atramentu.; a gdy tenże literat wydał jakie dzieło głośne w piśmiennictwie i rozmawiano o nim u Morena, mój ojciec z radością uśmiechał się na myśl, że on także należy do tych triumfów. Wreszcie, aby ci już wszystko wyznać, powiem, że w całym mieście nie nazywano inaczej mego ojca jak don Felipe del Tintero Largo, czyli don Filip z ogromnego kałamarza, prawdziwe zaś jego nazwisko, Avadoro, znane było zaledwie kilku osobom.

¹ tynktura – roślinna nalewka lecznicza na alkoholu lub eterze; alkoholowy roztwór preparatów lekarskich.

Galas – narośl, powstała na roślinie (najczęściej na liściach dębu) w miejscu, gdzie samice owadów zwanych galasówkami złozyły jaja, z których rozwinęły się larwy. Z narośli takich uzyskiwano niegdyś atrament zwany galasowym.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s