Bíró we Francji

W firmie Evelco Bíró miał doskonałe warunki do pracy. Wprawdzie pracował tam za połowę wynagrodzenia przeciętnego pracownika, ale fabryka dysponowała nowoczesnymi i wysokiej jakości maszynami. Dzięki nim udało się mu wyprodukować atrakcyjne prototypy długopisów. Po dwóch miesiącach intensywnej pracy zwrócił się do swoich pracodawców o podwyżkę. Niestety odnieśli się do tego bardzo sceptycznie. Argumentowali to tym, że nie bardzo wierzyli w powodzenie tego przedsięwzięcia, uważając, że Bíró niczego nie wymyślił. Przepływ atramentu przez końcówkę piszącą rozwiązał Goy. Autorami patentu na długopis byli Klimes i Eisner zamieszkali w Pradze. Ich długopis miał wykorzystywać tusz, a nie atrament. A więc ta nowa substancja wykorzystywana w długopisach, to również nie był oryginalny pomysł Bíró. Rozumowali w ten sposób, że skoro dotychczas nikomu nie udało się wyprodukować sprawnie działającego długopisu, to znaczy, że jest to niewykonalne i nie chcą inwestować w takie przedsięwzięcie. Bíró nie negował, że sama idea nie jest jego, ale że jest już bardzo blisko opracowania właściwej receptury tuszu. W tym wyścigu – argumentował – liczą się tylko zwycięzcy. Jeśli ktoś go uprzedzi, to wycofa się. I z tym jego pracodawcy zgodzili się. Zaproponowali jedynie by przestał pracować w nadgodzinach.

Trochę sfrustrowany takim obrotem sprawy wybrał się do miasta. Paryż na początku 1939 roku szykował się powoli do wojny. Po zmroku obowiązywało zaciemnienie. Sytuacja zgoła niecodzienna dla miasta, które okrzyknięto miastem światła. Idąc jedną z takich zaciemnionych ulic dostrzegł przed sobą dwóch ludzi. Gdy podeszli bliżej zorientował się, że mówią po węgiersku. Jeden z nich okazał się być jego dawnym kolegą z Budapesztu. Był to László Lakatos. Drugi to pułkownik huzarów György Janos Meyne. Udali się do kawiarni Café des Deux Pistolets, w której spotykała się węgierska emigracja we Francji.

Lakatos i Meyne już od jakiegoś czasu mieszkali we Francji i wyrobili tam sobie pewne znajomości i układy. W pewnym momencie podszedł do ich stolika elegancki, szpakowaty mężczyzna. Był to Michel-Marie Bouchonnet. Lakatos i Meyne byli mu znani. Lakatos przedstawił Bíró jak wynalazcę. Bouchonnet, zwracając się do Bíró, stwierdził, że mogą być dla siebie bardzo użyteczni. Po krótkiej rozmowie wręczył Bíró swoją kartę wizytową i wyszedł. Okazało się, że był to pracownik francuskich służb specjalnych tzw. Deuxieme Bureau.

Po paru dniach Bouchonnet bez uprzedzenia odwiedził Bíró w jego mieszkaniu. Ten ostatni tylko zastanawiał się nad tym, jak on znalazł jego adres, choć to raczej nie powinno go dziwić w przypadku kogoś, kto działa w służbach specjalnych. Bouchonnet wiedział już wszystko o Bíró i jego długopisie. Zaproponował utworzenie spółki z nim i jego kolegą, bankierem o nazwisku Norman. Kapitał zakładowy miał wynosić 500 tysięcy franków. Celem tej spółki byłoby dokończenie prac nad długopisem i jego sprzedaż. Była to kusząca propozycja, bo Bíró nie miał pieniędzy na ściągnięcie rodziny do Francji. Miał też jednak świadomość, że taki kontrakt całkowicie wiąże mu ręce. Wiedział z kim ma do czynienia. Zastrzegł sobie tylko jedno, że utrzyma swoje zatrudnienie w Evelco.

Societe Francaise d’Applications des Brevets L.J. Biro zostało zarejestrowane. Wynajęto przestronny apartament. Dwa pokoje przeznaczono na biuro, trzeci na składowanie niezbędnego wyposażenia. Natomiast prace badawcze i eksperymenty przeprowadzano w kuchni. Jedynym zatrudnionym pracownikiem był węgierski kapitan artylerii, który miał pewne przygotowanie techniczne.

Prace nad otrzymaniem odpowiedniego dla długopisu tuszu trwały, ale tak jak poprzednio, bez rezultatów. W tym samym czasie w Budapeszcie brat Bíró – György również próbował rozwiązać ten sam problem. Obaj byli w stałym kontakcie. Wymieniali między sobą informacje i próbki tuszu. Jak później wspominał Bíró: Zaczynaliśmy wierzyć, że ciąży nad nami jakieś przekleństwo, że skład tuszu ulegał zmianie, gdy przekraczał węgierską granicę. Podejrzewaliśmy też, że jakość składników w obu krajach może być różna, albo że winę ponoszą różnice w klimacie obu krajów. Jedno tylko było pewne: nadal nie potrafiliśmy znaleźć właściwej substancji.

Wspólnik Bíró Imre Gellért przyjechał do Paryża 9 marca 1940 roku, na dzień przed umówionym na 10 marca spotkaniu w argentyńskiej ambasadzie. Przed wyjazdem Gellért udał się do argentyńskiej ambasady w Budapeszcie. Nie było tam jednak biletów na pociąg do Paryża, ani rezerwacji hotelu, jak obiecywał w lipcu 1939 roku generał Justo. I znowu Gellért udał się do Goya z prośbą o sfinansowanie mu wyjazdu. Obiecał, że zwróci pieniądze po sprzedaży swojego biura podróży i jego wyposażenia.

W dniu 10 marca 1940 roku Bíró i Gellért udali się do argentyńskiej ambasady. Po okazaniu wizytówki generała Justo zostali skierowani do odpowiedniej osoby, która wyjaśniła, że poczta zwróciła bilety kolejowe i pieniądze na podróż, tłumacząc to tym, że Bíró wyjechał w nieznanym kierunku. Po tym oświadczeniu wydał im pieniądze pokrywające ich koszty przybycia do Paryża. Następnie zaprosił ich do pomieszczenia, w którym czekała już na nich grupa argentyńskich biznesmenów. Tłumaczem był Bela Bernáth producent plastiku z Buenos Aires. Genarał Justo również był obecny.

Bíró przystąpił do prezentacji długopisu, zastrzegając, że jest to wersja robocza. Wyjaśnił też dlaczego kontynuuje prace we Francji, i że nadal zainteresowany jest uruchomieniem produkcji w Argentynie. Następnie zebrani biznesmeni dostali długopisy do testowania, a Bíró i Gellért zostali zaproszeni na kawę do sąsiedniego pomieszczenia. Po pół godzinie wrócili. Bíró natychmiast zauważył, że jeden z biznesmenów ma całe ręce w tuszu. Nie wyglądało to dobrze. Bernáth przemówił w imieniu biznesmenów. Stwierdził, że starali się sprawdzić długopis z każdej możliwej strony. Doszli jednak do wniosku, że na tym etapie jest za wcześnie na wiążące decyzje. Gdy produkt będzie gotowy, to oni zdecydują się przystąpić do interesu, sprecyzują prawa własności produktu i formę spółki, która na własny koszt zarejestruje patent w Argentynie, pokryje koszty przelotu, załatwi mieszkania, pozwolenie na pracę i wszelkie inne koszty pobytu.

Było więc jasne, że z tej strony finansowanie nie nadejdzie. Genarał Justo powiedział na pożegnanie, że jeśli znajdą inne źródło finansowania, to zawsze mogą uzyskać argentyńską wizę, po okazaniu jego wizytówki. Wszystko wskazywało, że szanse na wyjazd do Argentyny topnieją do zera, ale w tym momencie Bíró przypomniał sobie o umowie, którą podpisał z Marią Pogány. Odnalazł jej wizytówkę i poszedł z Gellertem na pocztę, by wysłać telegram. Zaznaczył w nim, że jest gotowy na wyjazd, ale ze wspólnikiem. Jednak Gellért uznał, że taki wyjazd to nie dla niego i zaproponował ich wspólnego kolegę Meyne. Gellért stwierdził, że jest to typ człowieka, który poradzi sobie w każdych warunkach.

Była już połowa września 1939 roku. Odpowiedź od Pogány nie przychodziła. Natomiast przyszedł, po dłuższej nieobecności, Bouchonnet. Zainteresował się innymi pomysłami i projektami Bíró, szczególnie tymi, które mogłyby być użyteczne z wojskowego punktu widzenia. Poprosił go o ich przejrzenie i wybranie odpowiednich. Na następnym spotkaniu Bouchonnet pojawił się w towarzystwie osoby z ministerstwa obrony. Nie przedstawił jej Bíró. Osoba ta uważnie przejrzała przygotowane materiały i zwróciła uwagę na jedną koncepcję. Był to łatwo zapalający się związek chemiczny, który nie mógł być ugaszony przez wodę, a zrzucany z samolotu błyskawicznie rozprzestrzeniał się. Był to prototyp napalmu. Ustalono, że Bíró zacznie pracować nad tym pomysłem.

Nie była to dla niego komfortowa sytuacja. Zaangażowanie się we współpracę ze służbami specjalnymi obcego państwa było ryzykowne. Z drugiej strony, gdyby Niemcy zajęli Francję, to jego sytuacja jako Żyda i osoby zaangażowanej w produkcję broni dla Francuzów, byłaby jeszcze gorsza. I tak zamyślony, wychodząc któregoś dnia z domu do laboratorium, zerknął na skrzynkę pocztową, której nie sprawdzał od paru dni. Była wypełniona korespondencją. Był w niej list od Pogany i trzy listy z Narodowego Banku Francji, informujące o tym, że na jego nazwisko wpłynęło 1000 dolarów. W ostatnim z nich informowano, że jeśli nie odbierze pieniędzy w ciągu 48 godzin, bank uzna, że go zmobilizowano i odeśle pieniądze do nadawcy. Na szczęście dla niego w ostatniej chwili udało mu się podjąć te pieniądze.

W liście do Bíró Pogány pisała, że akceptuje jego propozycję i zaprasza ich do Argentyny. Wysłała pieniądze i załatwiła bilety na statek wypływający z Barcelony. Bíró zdawał sobie sprawę, że nie ma czasu do stracenia. Niemcy szykowały się do wojny z Francją i jej wybuch był kwestią dni, a granica z Hiszpanią może być zamknięta w każdej chwili. Dał Meyne 500 dolarów i polecił mu kupno biletów kolejowych do Barcelony i załatwienie wiz argentyńskich. Po dwóch dniach mieli już wszystko.

Wyjazd, a właściwie ucieczka, musiała się odbyć w prawdziwej konspiracji. Bíró zdawał sobie sprawę, że jest obserwowany przez francuskie służby specjalne. Wychodząc z domu zabrał ze sobą tylko aktówkę ze swoimi projektami i patentami. Ale najtrudniejsze było dopiero przed nimi. Dworzec był zamknięty a wejście na perony odgradzał kordon policji w białych kamizelkach i czapkach. Nikogo nie przepuszczano a do odjazdu pociągu pozostało tylko pół godziny. Bíró zdawał się być zrezygnowany, ale Meyne nie tracił nadziei. Poprosił go o 100 dolarów na przekupienie policji i zdobycie dwóch białych kamizelek i czapek. Bíró oddalił się od tłumu w bardziej ustronne miejsce i czekał na Meyne, który wkrótce wrócił. Miał już na sobie kamizelkę i czapkę. Po chwili i Bíró był w przebraniu. Wrócili na dworzec, przedarli się przez tłum i gdy zbliżyli się do kordonu policyjnego, ten na chwilę rozstąpił się i przepuścił ich. Na dworcu zdjęli kamizelki i weszli do pociągu.

Nie było w nim prawie ludzi. Bez trudu znaleźli dla siebie cały przedział. Podróż trwała długo, bo pociąg często jechał okrężną trasą. Do stacji granicznej dotarli następnego dnia. I tu dowiedzieli się, że dzień wcześniej, 12 maja 1940 roku, Niemcy zaatakowały Francję. Na granicy nie było już francuskich celników. Natomiast uwagę celników hiszpańskich zwrócił skromny bagaż Bíró. Tylko jedna aktówka! Jeden z celników zaczął przeglądać papiery i w pewnym momencie zbladł, gdy zobaczył projekt długopisu. Wziął to za projekt torpedy. Bíró musiał nieźle wysilić się, by przekonać go, że to nie torpeda tylko nowy rodzaj instrumentu piśmiennego.

Po przybyciu do Barcelony zamieszkali w hotelu Continental. Pokój zarezerwowała im Pogány. Bilety na statek jeszcze nie dotarły, więc musieli czekać. W międzyczasie Bíró napisał listy do żony, do Goya, do właścicieli firmy Evelco i do Bouchonnet. Wyjaśniał w nich motywy swojego działania. Poza tym nic się nie działo. Dni dłużyły się i stawały się coraz bardziej podobne do siebie. Aż któregoś dnia Meyne poinformował Bíró, siedzącego nad brzegiem morza, że jest wolna dwuosobowa kabina na statku, pod warunkiem, że będą gotowi w ciągu godziny. W pośpiechu udali się do hotelu, zabrali swoje rzeczy i udali się do portu.

Statek, którym mieli płynąć przez Atlantyk był uprzednio wykorzystywany jako statek wycieczkowy na trasie Barcelona – Wyspy Kanaryjskie. Jego załoga została zebrana w pośpiechu, a kapitan po raz pierwszy miał płynąć przez ocean. Statek ten został wynajęty przez kilka bogatych rodzin południowoamerykańskich, które chciały

sprowadzić krewnych pozostałych w Europie. Na liście pasażerów było nawet parę osób należących do rodziny Rothschild, a towarzystwo było iście międzynarodowe. Przewijały się nazwiska hiszpańskie, włoskie, niemieckie i słowiańskie. Większość ludzi na pokładzie było Argentyńczykami w drugim i trzecim pokoleniu, jakby na potwierdzenie tego, że II wojna światowa, to nie pierwszy raz, gdy ludzie szukają bezpieczeństwa w Ameryce Południowej.

Źródło: György Moldova – Ballpoint, New Europe Books, 2012.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s