Bíró i Goy – ciąg dalszy

Latem 1938 roku Goy wyjechał do Niemiec. Podstawowym celem jego podróży była kontynuacja negocjacji dotyczących dystrybucji jego wynalazku, czyli automatycznej karetki do maszyn do pisania. Przy okazji chciał też pokazać swoim partnerom biznesowym długopis.

Goy poświęcał wiele czasu na udoskonalenie działania długopisu. Niestety nie przynosiło to oczekiwanych efektów. Długopis nie tylko nie chciał pisać od momentu dotknięcia papieru, ale jak zaczął pisać, to przerywał. Czas wyjazdu do Niemiec zbliżał się nieuchronnie i Goy obawiał się kompromitacji podczas prezentacji.

Podczas kolejnej próby rozwiązania problemu przerywania Goy zwrócił uwagę na to w jaki sposób tusz zostaje doprowadzany na kulkę. Na dnie gniazda kulki zauważył dziurkę o średnicy 0,5 milimetra. I od razu pomyślał, że może być zbyt mała. Wziął mikroskopijny trójkątny pilnik i delikatnie spiłował jego ścianki, tak że stały się gładkie. Tak uzbrojony w narzędzie z trzema ostrymi krawędziami usunął kulkę z gniazda i delikatnie wsunął pilnik w dziurkę. W ten sposób naciął na krawędzi dziurki trzy mikroskopijne rowki, prawie niewidoczne gołym okiem.

Następnie umieścił kulkę w gnieździe i całość umocował w końcówce piszącej i połączył z nabojem wypełnionym tuszem. Przekręcił tłoczek, popychając w ten sposób tusz w kierunku kulki i wypróbował działanie długopisu. Zaczął pisać od razu i ciągłą linią.

Ten zdawałoby się prosty, by nie powiedzieć prozaiczny zabieg, odegrał prawdopodobnie decydującą rolę w udoskonaleniu działania długopisu. Satysfakcja i duma, która ogarnęła Goya, wyparła gdzieś zdrowy rozsądek nakazujący natychmiastowe zarejestrowanie patentu. Zapewne w głębi duszy nie był do końca przekonany, że długopis stanie się najpopularniejszym na świecie instrumentem piśmiennym. Większe nadzieje wiązał ze swoim wynalazkiem automatycznej karetki do maszyn do pisania. Później, gdy okazało się, że inni skorzystali z jego wynalazku, żałował swojej bierności i braku działania.

Z tuzinem ulepszonych przez siebie długopisów wybrał się do Niemiec. Najpierw spotkał się z ludźmi, którzy byli zainteresowani jego automatyczną karetką. I tu odniósł sukces. Niemiecka firma podpisała kontrakt i po paru tygodniach zakupiła ulepszoną maszynę.

Później Goy skoncentrował się na długopisie. Na początek odwiedził słynną firmę Faber-Castell z Norymbergi. Niestety, pomimo że podczas prezentacji długopisy działały bez zarzutu, nie znalazły uznania w oczach decydentów tej firmy. Kolejny przystanek to równie słynna firma Pelikan z Hanoweru. Tu też nie wykazano większego zainteresowania, choć przyjęto parę egzemplarzy do testowania. Następnie Goy udał się do Hamburga do jeszcze słynniejszej firmy niż poprzednie, a mianowicie do firmy Montblanc. I tu rezultat był podobny. Udało mu się zostawić parę sztuk do sprawdzenia. Po paru dniach, będąc jeszcze w Niemczech zadzwonił do Budapesztu. Jego wspólnik – Kovalszky poinformował go, że zarówno Pelikan jak i Montblanc zwróciły próbki. Ale nadzieja pojawiła się, gdy Goy odwiedził firmę DFW (Deutsche-Amerikanische Füllhalterwerke – Niemiecko-Amerykański Zakład Produkcji Piór) z Monachium. Tu przyjęto go bardzo przychylnie. Członkowie zarządu wykazali żywe zainteresowanie długopisem i sprawdzali jak pisze.

Jak się okazało, to autentyczne zainteresowanie było podyktowane tym, że firmie DFW kończył się pewien kontrakt, kontrakt na ich sztandarowy produkt. Był to stylograf Tintenkuli, którego charakterystyczną cechą był umieszczony na korpusie tzw. czerwony pierścień (rot ring). Firma DFW produkowała go dla firmy Riepe z Hamburga, która po wojnie zmieniła nazwę na Rotring. Firma Riepe uruchomiła własną produkcję, więc nie przedłużyła kontraktu z DFW.

Właściciele firmy DFW chcieli od razu podpisać kontrakt z Goyem. On jednak postanowił jeszcze sprawdzić tę firmę i na spokojnie rozważyć ofertę. Zostawił długopis do dalszych testów i czas na zastanowienie jak powinien być zarejestrowany patent w Niemczech. Wstępnie obie strony ustaliły, że produkcja rozpocznie się najpóźniej około 20 grudnia 1938 roku.

W międzyczasie Goy sprawdził wiarygodność firmy DFW i stwierdził, że zarówno pod względem finansowym jak i zaawansowania technicznego nie można jej nic zarzucić. Umówiono się więc, że wstępnie zostanie wyprodukowana seria próbna długopisu o nazwie Stratos, co miało nawiązywać do tego, że nawet można by nim pisać w stratosferze. Była to aluzja do problemów jakie stwarzało pióro wieczne w samolotach, ze względu na zmiany ciśnienia, co skutkowało problemami z jego użyciem. Uzgodniono też, że inżynier chemik dr Zychlinsky opracuje recepturę tuszu.

Ale plany to plany, a życie to życie. Wojna wydawała się już nieuchronna. Produkcja na potrzeby wojska zaczęła wypierać produkcję cywilną. Firma DFW natrafiała na coraz to poważniejsze utrudnienia w rozpoczęciu produkcji. Największym z nich było powołanie do wojska dra Zychlinskiego. W Paryżu przyjaciele Goya z firmy Evelco również pracowali nad recepturą tuszu, ale bez rezultatu.

W takiej sytuacji było mało prawdopodobne, że produkcja rozpocznie się w 1938 roku. Ale przesunięcie terminu na rok następny oznaczało naruszenie umowy z Bíró. Ich kontakty były wtedy rzadkie, a Bíró, jak już przyszedł, to po to, by zapytać o postępy w badaniach, wziąć parę długopisów do prezentacji. Jeśli jednak dochodziło do dłuższej rozmowy, to Bíró tłumaczył dlaczego jego brat nie opracował jeszcze receptury na tusz, chociaż już wcześniej wziął na to pieniądze.

Na początku grudnia Goy ponownie udał się do Monachium i, pomimo wszelkich trudności, podpisał umowę z DFW. Było oczywiste, że grudniowy termin na rozpoczęcie produkcji był nie do utrzymania. Uzgodniono, że produkcja rozpocznie się w lipcu 1940 roku, a do lipca 1941 roku zostanie wyprodukowanych 100.000 długopisów. Któż mógł wtedy przewidzieć, że w lipcu 1941 roku będzie już na dobre trwała niemiecko-sowiecka wojna.

W dniu 23 grudnia 1938 roku miało miejsce ostatnie spotkanie Bíró i Goya. Bíró już wcześniej zdecydował był o opuszczeniu Węgier. To, co ostatecznie przeważyło, to informacja o tym, że od 1 stycznia 1939 roku będzie obowiązywał zakaz wywozu jakiejkolwiek własności intelektualnej, a więc i patentów. Spotkanie odbyło się w biurze Goya. Panowała tam przedświąteczna atmosfera. Bíró poinformował Goya, że wyjeżdża do Paryża.

W związku z tym Goy zaproponował wprowadzenie poprawek do umowy, gdyż nie był w stanie rozpocząć produkcji długopisu do końca roku. Nowym terminem miał być lipiec 1940 roku. W poprawionej umowie zmieniono również udziały w zyskach na Węgrzech. Goyowi miało przypadać 2/3 a Bíró 1/3 zysków. Z kolei Bíró poprosił Goya o dodatkowe 5000 pengő, które Goy, po pewnym wahaniu, wypłacił. Bíró zobowiązał się spłacić ten dług ze swoich przyszłych dochodów ze sprzedaży długopisu. Goy dał mu też list polecający do swojego przyjaciela w Paryżu. Był on współwłaścicielem firmy Evelco i mógł zatrudnić Bíró.

Bíró wyjechał do Paryża 31 grudnia 1938 roku. Po przyjeździe jedną noc spędził w pokoju hotelowym wynajętym mu przez jego przyjaciela. 2 stycznia skierował się do firmy Evelco. Jej właścicielami byli Sándor Kovács i urodzony na Węgrzech Belg Lucien van den Eynde.

Źródło: György Moldova – Ballpoint, New Europe Books, 2012.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s