Andor Goy

Andor Rezső Boldizsár Goy urodził się w 1896 roku, trzy lata przed Biró. Był nieślubnym dzieckiem. Jego matka, Ilona Goy, zaszła w ciążę z paniczem w domu, w którym pracowała jako szwaczka. W swoich późniejszych pamiętnikach Goy nie wspomina o nazwisku swego biologicznego ojca. Później jego matka poślubiła dziennikarza, z niemieckimi korzeniami, Emila Weiss’a, który okazał się być alkoholikiem.

Matka Goya zmarła po kilku latach małżeństwa i jego wychowaniem zajęła się następna żona Weiss’a. Warunki bytowania rodziny były trudne a bieda aż piszczała. Goy musiał więc pomagać rodzinie w utrzymaniu. Robił zakupy sąsiadom, za co otrzymywał niewielkie wynagrodzenie.

Goy od najmłodszych lat zdradzał nieprzeciętne zdolności i sam pragnął coś osiągnąć w życiu. Nie mógł marzyć o pójściu do szkoły państwowej, ale miał trochę szczęścia. Jego przybrany ojciec wystarał się mu o stypendium w prywatnej szkole Vilmosa Brauna. Za swój pobyt w niej płacił sprzątaniem i wykonywaniem innych prostych prac.

Po roku jego stypendium skończyło się, a sytuacja rodzinna nadal nie poprawiała się. Co więcej Weiss podupadał na zdrowiu. Goy nie mógł więc kontynuować nauki. W 1910 roku, na pięć tygodni przed swoimi czternastymi urodzinami, został czeladnikiem w zawodzie serwisanta maszyn do pisania. To zajęcie odbierał jako atrakcyjne, bo łączyło w sobie ręczną robotę ze zmysłem do techniki i mechaniki.

Goy szybko uczył się swego nowego zawodu. Pod koniec drugiego roku nauki powierzano mu serwisowanie maszyn u klienta i prace konserwacyjne. Zaczął zarabiać tyle, że mógł przenieść się ze swoją przybraną, owdowiałą już matką, do oddzielnego mieszkania. Było to jeszcze skromne, by nie powiedzieć siermiężne lokum, ale o niebo lepsze od jednego pokoiku służącej.

Z pewnością osiągnąłby więcej w swoim zawodzie, ale 15 stycznia 1916 roku został powołany do wojska. Służył w jednostce technicznej na Bałkanach, zajmującej się utrzymaniem i ochroną linii wysokiego napięcia. Po trzech latach służby odesłano go do domu. Stało się tak ze względu na obrażenia odniesione w wyniku wypadku. Jego powrót do Budapesztu nastąpił dokładnie w momencie proklamowania Węgierskiej Republiki Rad ˡ.

I znowu musiał zaczynać od początku. Z powodu braku odpowiedniego ubrania, przez dłuższy czas nosił swój, pozbawiony epoletów, mundur. Znalazł zatrudnienie w intendenturze jako serwisant maszyn do pisania. Jednak Radziecka Republika Węgierska wkrótce upadła. W tej sytuacji Goy złożył podanie o wydanie licencji na własną działalność. Rozpoczął ją w jednopokojowym mieszkaniu. Wstawił tam długi stół, prezent od kolegi rzemieślnika, mieszkającego w tym samym budynku. Do ściany przymocował drewnianą tablicę, na której powiesił swoje narzędzia, a pod stołem misy do czyszczenia poszczególnych części maszyn. Warunki były spartańskie, ale to był rok 1919.

Początkowo otrzymywał zlecenia z Centrum Byłych Serwisantów. Z czasem, ze względu na dbałość i dokładność z jaką serwisował maszyny, pozytywna opinia o nim rozchodziła się wśród klientów. Pojawia się ich coraz więcej i sam nie jest już w stanie ich wszystkich obsłużyć. Znalazł więc sobie wspólnika. Był nim młody technik Istvan Kovalszky. Ich współpraca trwała aż do czasu nacjonalizacji ich zakładu 28 lat później.

Wiosną 1921 roku wszedł do ich firmy elegancko ubrany mężczyzna. W ręku trzymał aparat fotograficzny, którego jedna, szczególna część, tzw. Krzyż Maltański, była tak zużyta, że nie nadawała się do naprawy. Poprosił ich by wykonali mu nowy identyczny ze starym. Goy z reguły nie przyjmował zleceń na wykonanie nowych części, ale po części z uprzejmości, a po części z chęci zmierzenia się z problemem, podjęli się zadania.

Za wykonaną pracę nie przyjęli wynagrodzenia. Klient, ujęty ich uprzejmością, wrócił po paru tygodniach z konkretną ofertą. Okazało się, że jego ojciec Andor Juhász jest przewodniczącym węgierskiego sądu najwyższego. Dzięki niemu Goy otrzymał propozycje serwisowania i naprawy maszyn do pisania używanych w węgierskich sądach. Tak wielkie zlecenie umożliwiło przeniesienie się z maleńkiego warsztatu do warsztatu z prawdziwego zdarzenia.

Szczęście nadal uśmiechało się do Goya. Jeszcze długo po zakończeniu I wojny światowej węgierski rynek maszyn do pisania pozostawał w zastoju. Nie było importu. Było mnóstwo potencjalnych klientów, których nie miał kto obsłużyć. I w takim to momencie agent Manó Komlós zdobył bezcenne informacje. Producenci maszyn do pisania w Ameryce przyjmowali stare maszyny w zamian za zakup nowych. Większość z nich była w doskonałym stanie, ale na amerykańskim rynku nie było szans na ich sprzedaż, więc eksportowano je za grosze.

Komlós, wykorzystując swoją rodzinę w Ameryce, zdobył licencję na sprowadzanie tych maszyn do kraju. Władze, ze względu na brak podaży na rynku, wydały ją bez problemu, obniżając jednocześnie cła importowe ze 120 do 60 koron na 100 kilogramach. Gdy tylko przychodził jakiś większy transport, Komlós wysyłał część maszyn do Goya, który musiał je tylko oczyścić, naoliwić, wymienić taśmę i dodać klawisze z węgierskimi znakami diakrytycznymi. I tak przygotowane maszyny wysyłano do klienta.

W późniejszym okresie Komlós, w zamian za pewien procent od transakcji, umożliwił Goyowi bezpośredni kontakt z amerykańską firmą Regal Typewriter Company. Ale to był dopiero początek owocnej współpracy. Po paru latach firma „Goy es Kovalszky” stała się oficjalnym węgierskim dystrybutorem wielu prestiżowych amerykańskich firm, takich jak Underwood, Ideal, Erika i niemieckiej – German Wanderer Werke Continental.

Zakład naprawy maszyn rozrósł się i zatrudniał ponad 100 pracowników. Goy miał też na tyle szczęścia, że znalazł dyrektorów technicznych, na których mógł polegać. I teraz już był w stanie przystąpić do zaspokojenia swojego kolejnego pragnienia. Chciał zostać wynalazcą. Wiosną 1938 roku pracował nad zastosowaniem w starej maszynie do pisania automatycznej karetki.

I w takim momencie dochodzi do spotkania Biró i Goya. Jeden wydał już wszystkie swoje pieniądze na eksperymenty, a drugi jest, jakbyśmy to powiedzieli, u szczytu sławy i ma pieniądze. I jeden i drugi ma ambicje. Goy szybko zorientował się w tym, jaki potencjał tkwi w tym nowym instrumencie piśmiennym, jakim jest długopis i zaangażował się w to przedsięwzięcie.

Źródło: György Moldova – Ballpoint, 2012.

ˡ Béla Kun, właśc. Berele Kohn (1886-1938) – węgierski Żyd, jako agent komunistyczny, próbował przekształcić Węgry w sowiecką Węgierską Republikę Rad. Pod krótkimi rządami Kuna na Węgrzech (marzec – sierpień 1919 r.) wprowadzono do szkół “poglądowe uświadomienie o stosunkach płciowych”, a komisarzami ludowymi do spraw wychowania publicznego młodzieży byli sami Żydzi.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s