László Bíró

Historia długopisu przedstawiona w książce “Ballpoint”, to po części biografia, po części powieść historyczna. Jest to biografia dwóch ludzi, którzy w największym stopniu przyczynili się do powstania pierwszego sprawnie działającego długopisu. Ten nowy instrument piśmienny prawie od razu odniósł spektakularny sukces rynkowy. Niestety obaj prawie nic na tym nie zyskali. A jeden z nich, Andor Goy, został praktycznie zapomniany.

U góry po lewej Laszlo Biro, po prawej Andor Goy, po środku długopis “Go Pen”, który produkował Goy.

László Josef Bíró urodził się 29 września 1899 roku w Budapeszcie w rodzinie żydowskiej. Jego ojciec był z zawodu stomatologiem. Miał starszego o dwa lata brata. Zanim zaczęła się jego przygoda z długopisem, imał się wielu zawodów. Początkowo, podobnie jak brat, studiował medycynę, ale niezbyt długo. Pociągała go hipnoza. Przełom XIX i XX wieku to moda na seanse spirytystyczne. Cieszyły się one wielką popularnością. Bíró razem z bratem często w nich uczestniczył. Przeprowadzał doświadczenia i opisywał je w artykułach, które podpisywał brat, który ukończył medycynę. Dodawało to im większej wiarygodności. Nie trwało to jednak długo. Później zaczął pracować w firmie zajmującej się cleniem produktów ropopochodnych. Była to intratna posada. Dzięki niej mógł kupić używany samochód sportowy marki Bugatti. To taki międzywojenny odpowiednik współczesnej marki Ferrari.

Nauka jazdy nowym nabytkiem nie przychodziła mu łatwo. Miał problemy ze zmianą biegów. Trudności te zmotywowały go do zaprojektowania automatycznej skrzyni biegów. Opatentował swój wynalazek, a następnie z przyjacielem zamontował tę skrzynię w węgierskim motorze marki Merai. O produkcji nie mógł marzyć, więc przedstawił swój wynalazek firmie General Motors. Prezentacja odbyła się w Berlinie. Firma General Motors wykupiła licencję, ale nie przystąpiła do produkcji. Chodziło tylko o to, by wynalazek nie dostał się w ręce konkurencji.

Bíró był człowiekiem wielu talentów. Był malarzem i rzeźbiarzem. I w tych dwu dziedzinach wykazywał spory talent. Był też dziennikarzem i pisywał artykuły dla pisma Előre (Naprzód). Jako redaktor dyżurny często sprawdzał korektę i nadzorował wydruk gazety. I nie mógł wyjść z podziwu nad tym, jak sprawnie ten wydruk przebiega, jak równo rozprowadzany jest atrament i jak szybko zasycha na papierze.

Bíró w swojej pracy używał drogiego pióra Pelikana (prawdopodobnie model Pelikan 100). I ciągle mu coś nie pasowało. A to brakowało atramentu, a to wysychało, blokując jego przepływ, a to nacisnął stalówkę zbyt mocno,odkształcając ją i pióro pisało grubo. I tak, podziwiając działanie maszyn drukarskich, zastanawiał się nad wykorzystaniem tego rozwiązania w instrumencie piśmiennym. Jednak w maszynach drukarskich cylindry „wypluwające” tusz (atrament) poruszały się tylko w jednym kierunku. A czego można by użyć w instrumencie piśmiennym, którym kieruje ludzka ręka? I w pewnym momencie przyszło olśnienie: Kulka! Tak pisał Bíró w swoich pamiętnikach. Z kontekstu wynikało, że uważał, że pierwszy wpadł na ten pomysł. Ale to były lata 30-te. A przed nim wielu próbowało!

Idea długopisu kiełkowała od początku XIX-go wieku. Najstarszy zarejestrowany patent pochodzi z 1888 roku. Jego autorem był J.J. Loud. Do momentu zarejestrowania patentu Bíró w 1938 roku pojawiło się ich wiele:

  • 1891 – E. Lambert, Brytyjczyk, rejestruje swój patent, oparty na idei pióra wiecznego i stylografu. Instrument ten, zakończony kulką, miał wykorzystywać atrament.
  • 1895 – D.W. Vaughan, patent brytyjski. Polegał on na umieszczeniu kulki na końcu stalówki pióra.
  • 1911 – J.B. Wright, patent brytyjski, oparty na stylografie. Nowością było to, że zamiast kulek metalowych, nieodpornych na żrące działanie atramentu, proponował kulki ze szkła lub kamienne. Również uwzględniał możliwość wymiany części przedniej z kulką.
  • 1911 – R.J. Copeland, patent brytyjski. Nowością w nim była obecność wymiennego naboju na atrament i trzech kulek różnej wielkości, umieszczonych jedna nad drugą. Ten instrument miał jednak spełniać funkcję współczesnego markera.
  • 1914 – H.A. Wiseman, brytyjski patent. Bardziej, ze względu na rozmiary przypominał współczesny mazak. Kulka w nim miała być ebonitowa.
  • 1932 – J. LaForest i J. Pignon, patent francuski. Trzy kulki umieszczone jedna nad drugą. Dwie tej samej wielkości, górna – większa.
  • 1935 – V. Klimes, patent czechosłowacki. Proponowano w nim użycie substancji o większej lepkości niż atrament, podobnej to tej używanej w maszynach drukarskich. Zasada działania polegała na tym, że tłoczek umieszczony w korpusie pióra zawierał w sobie sprężynę, której naciskanie wywierało parcie na substancję w zbiorniku pióra i wypychało go w kierunku kulki. Prawdopodobnie na podstawie tego patentu wyprodukowano próbną serię piór o nazwie Rolpen.

Powyżej czechosłowacki patent V. Klimesa z 1935 roku. W części środkowej widać tłoczek ze sprężynką (8). Jego przesuwanie następuje poprzez przekręcanie górnej części (14). W tym patencie miała być użyta substancja o większej lepkości niż atrament i stąd takie rozwiązanie.

To są informacje o patentach zaprezentowanych w pracy „The Biro Ballpoint Pen” – L.Graham Hogg. Jednak György Moldova w swojej książce „Ballpoint” uzupełnia tę listę. Wspomina oczywiście o pierwszym patencie z1888 roku, ale dodaje:

  • 1901 – Niemiec Anton J. Sheaffer rejestruje swój patent.
  • 1911 – Michael Braun rejestruje swój patent.
  • 1924 – na targach w Dreźnie G. L. Lorenz zaprezentował gotowy egzemplarz długopisu o nazwie Mungo.
  • 1934 – Dr Dezső Ránki i inżynier kolejowy Ödön Hajdú, obaj Węgrzy, opatentowali swoją wersję długopisu.

O tym długopisie, Mungo, Moldova pisze w dalszej części książki. Andor Goy, późniejszy wspólnik László Bíró, zakupił 6 takich egzemplarzy na targach w Lipsku w 1932 roku. Początkowo zamierzał wykorzystać je na prezenty, ale po powrocie do Budapesztu stwierdził, że nie piszą. Wyczyścił je dokładnie, ponownie napełnił naboje atramentem. Niestety, następnego ranka znowu przestały pisać. Na jakiś czas zapomniał o nich. Dopiero przed spotkaniem z Bíró przypomniał sobie o nich i zabrał je ze sobą.

W tych wszystkich patentach, przynajmniej tych przedstawionych w książce „The Biro Ballpoint Pen”, można dopatrywać się pewnej prawidłowości opartej na dwóch podstawowych założeniach: atrament spływa na końcówkę piszącą na zasadzie przyciągania kapilarnego, a na końcu jest kulka, która rozprowadza go na papier. Nie zawsze była to jedna kulka. Czasem była to większa kulka, a nad nią trzy mniejsze, jak w najstarszym patencie z 1888 roku. Później pojawiły się inne rozwiązania. Trzy kulki: jedna nad drugą, najniżej -najmniejsza, najwyżej – największa. Kolejne rozwiązanie to: trzy kulki, ale dwie tej samej wielkości, a trzecia, najwyżej – większa. Było też takie rozwiązanie, w którym jedna kulka była duża, a nad nią pierścień małych kulek. Ile było tych pomysłów, to pewnie nie dowiemy się. To, co nas interesuje, to pytanie: O co im chodziło z tymi kulkami? Te kulki miały ułatwić obracanie się tej piszącej i pełnić jednocześnie funkcję spływaka pióra wiecznego, zapewniając równomierny przepływ atramentu. Dopiero ostatnia kulka na czubku zastępowała stalówkę. Współczesne pióro kulkowe ma również coś w rodzaju spływaka, który znajduje się bezpośrednio za kulką.

Powyżej widoczny jest pierwszy brytyjski patent Bíró, zarejestrowany w 1938 roku. W środkowej części widoczny jest tłoczek, który przesuwano przy pomocy sprężyny. Był to, tak jakbyśmy dziś powiedzieli, popychacz tuszu, który gęstszy i o większej lepkości nie za bardzo podlegał prawom grawitacji.

Kiedy więc na spotkaniu z Bíró Andor Goy mówił, że idea nie jest nowa, Bíró odpowiedział, że to prawda, ale dodał, że nikt nie próbował wcielić tych pomysłów w życie. Dodał też, że jego nowatorskie podejście polega na tym, że on nie chce używać atramentu, tylko substancji o większej lepkości i gęstości, i że jest to podstawą do zarejestrowania jego patentu. Prawie identyczny był patent Klimesa, na co zwrócił uwagę Goy, ale nikt nie próbował wykorzystać go w praktyce. Podobnie zresztą jak i innych. Bíró pierwszy podjął się próby wyprodukowania sprawnie działającego długopisu. Jednak od momentu podjęcia pierwszych prób do wyprodukowania i urzeczywistnienia idei upłynęło około 10 lat.

Ktoś mógłby powiedzieć, że projekt i praktyczne wdrożenie automatycznej skrzyni biegów, to przedsięwzięcie o wiele bardziej skomplikowane i trudniejsze w realizacji. A jednak! Ten pomysł Bíró szybko wcielił w życie. A taki, zdawałoby się, prosty i niepozorny przedmiot codziennego użytku sprawił tyle kłopotu. Pozory często mylą!

Gdy Goy pokazał Bíró długopis Mungo, to ten ostatni stwierdził: Sądząc po atramentowych plamach na jego powierzchni, to rzeczywiście jest długopis. Substancje żrące zawarte w atramencie skorodowały kulkę i czubek (łożysko) i dlatego stał się bezużyteczny. Istotą mojego wynalazku jest to, że długopis wykorzystuje specjalną mieszankę pasty i barwników, a nie – atrament.

György Moldova dotarł do oryginału patentu Bíró, pożółkłego już i kruchego. Stwierdzono w nim, że 25 kwietnia 1938 roku dziennikarz László Bíró zarejestrował swoje pióro wieczne w Królewskim Węgierskim Urzędzie Patentowym. Jego opis jest następujący: „Mała kulka umocowana w instrumencie piśmiennym w taki sposób, że może się w nim obracać, i że za nią komora wewnętrzna wypełniona jest pastopodobną barwioną substancją.”

W kolejnym patencie z 26maja 1938 roku dodano: „Nabój wymienny do użycia z instrumentem piśmiennym, a instrument piśmienny taki, że nabój może być w nim wykorzystany.”

W dalszej części napisano: „Celem wynalazku jest zaprojektowanie naboju, którego wymiana, w prosty sposób, będzie możliwa dla każdego, celem tym też jest wymiana pustego naboju na nowy pełny, oraz że te pełne naboje będą wygodne w dystrybucji do klienta.”

Oznaczało to, że myślał też o długopisie z wymiennymi wkładami. Sama idea wymiennego naboju pojawiła się wkrótce po powstaniu pióra wiecznego w 1883roku. Już 1890 roku firma Eagle oferowała szklany nabój. W 1898roku wprowadziła na rynek nabój ebonitowy (plastikowy). Szybko jednak z tych pomysłów wycofała się. W 1936 roku wraca do nich firma Waterman ze swoim szklanym nabojem. W przypadku długopisu o naboju wymiennym wspominał patent z 1911 roku, którego autorem był R. J. Copeland. Jednak, tak jak wszystkie patenty dotyczące długopisu, tak i ten pozostał tylko na papierze.

Kiedy tak śledzimy losy różnych wynalazków, często nie zdajemy sobie sprawy, jak do tego dochodziło. Sam fakt zarejestrowania patentu nic o tym nie mówi. W tamtym czasie byli specjalni agenci, którzy zajmowali się prawną stroną przedsięwzięcia i to oni rejestrowali patenty w imieniu swoich zleceniodawców. Z tym wiązały się oczywiście koszty. Często wysokie. Jeszcze przed rejestracją patentu miał Bíró za sobą wiele miesięcy eksperymentów, które pochłonęły mnóstwo pieniędzy. Miał ich coraz mniej, a właściwie to już ich wcale nie miał, co groziło porzuceniem projektu. I w tym momencie pojawia się Andor Goy, który dostrzegł w tym nowym instrumencie piśmiennym wielki potencjał. To on ponosi koszty rejestracji patentu i koszty kolejnych eksperymentów. Trudno więc w tej historii o długopisie pominąć go. Jego wkład był niezaprzeczalny, a jego pojawienie się nastąpiło w najbardziej dla Bíró krytycznym momencie. Ale kim był Andor Goy, to w oddzielnym artykule. A historia lubi się powtarzać! Podobnie jak wkład Franka Hollanda w rozwój pióra wiecznego jest pomijany, tak samo wkład Andora Goya – w rozwój długopisu.

Źródlo:

  1. György Moldova, Ballpoint, 2012.
  2. L. Graham Hogg, The Biro Ballpoint Pen, 2009.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s