Pierwsze pióro Watermana

Pierwsze sprawnie działające pióro wieczne zostało stworzone w 1883 roku przez Watermana. Zostało opatentowane w lutym 1884 roku. Legenda, powszechnie znana i nadal pokutująca w świadomości większości osób zainteresowanych tym tematem, uznaje go za ojca pióra wiecznego. A miało to być tak: Lewis Edson Waterman był agentem ubezpieczeniowym i trafił mu się kontrakt życia – ubezpieczenie dobrze prosperującego przedsiębiorcy budowlanego. Wszystkie niezbędne do wystawienia polisy informacje Waterman już wcześniej skompletował. W biurze starannie i skrupulatnie wypełnił wniosek. Pozostało jedynie udać się na plac budowy i uzyskać podpis przedsiębiorcy.

I tu zaczął się problem. Pióro odmówiło posłuszeństwa. Przedsiębiorca potrząsnął nim raz i drugi, ale i to nie pomogło. Za trzecim razem pióro „wypluło” z siebie prawie całą swoją zawartość i powstał na papierze, zamiast podpisu, wielki kleks. Waterman niezwłocznie udał się do biura po nowy wniosek, ale inny agent uprzedził go i zdobył klienta. To zdarzenie tak nim wstrząsnęło, że postanowił stworzyć niezawodne pióro. Po wielu nieudanych próbach w końcu udało się osiągnąć cel, do którego tak uparcie dążył.

Waterman spływak
A – wnętrze pióra tj. pojemnik na atrament, B – sekcja, czyli uchwyt, C – spływak w przekroju podłużnym, D – kanaliki przepływu atramentu, P – stalówka. Poniżej spływak w przekroju poprzecznym z dwoma kanalikami i z trzema.

Istotą wynalazku Watermana był ebonitowy spływak. Wykonał on w nim nacięcia w ten sposób, że w dolnej ich części były dwa lub trzy cienkie kanaliki. I tymi kanalikami, na zasadzie przyciągania kapilarnego, płynął atrament ze zbiornika pióra na stalówkę. W górnej części, ponad nimi, płynęło, w przeciwną stronę tj. do zbiornika, powietrze. I w ten sposób została zachowana równowaga pomiędzy ilością atramentu wypływającego ze zbiornika, a ilością powietrza doń wpływającego, nie dopuszczając tym samym do powstania próżni w zbiorniku, co z kolei, skutkowałoby przerwaniem dopływu atramentu na stalówkę.

Ta piękna legenda miała za zadanie stworzyć wizerunek Watermana jako genialnego wynalazcy i pokazać, że jeśli człowiek jest odpowiednio umotywowany i będzie konsekwentny w tym, co robi, to jest w stanie góry przenosić. Niestety prawda jest trochę inna, albo, jak mawiał emigracyjny pisarz Józef Mackiewicz – jedynie prawda jest ciekawa. I chociaż ona jest rzeczywiście ciekawa, to w przeszłości, a i obecnie, wielu stara się ją ukryć.

W 2014 roku George Rimakis i Daniel Kirchheimer opublikowali w internecie obszerny artykuł podważający dotychczasową oficjalną wersję. Poparty niezwykle starannie dobranymi dokumentami, przedstawia zupełnie inną historię. Swojej pracy nadali tytuł: Blotting out the Truth (blot, to po angielsku kleks, plama; blot out, to przesłaniać , wymazywać z pamięci). Nie kwestionują oni tego, że Waterman był agentem ubezpieczeniowym zanim zaczął pracować nad swoim wynalazkiem. Jednak historia z kleksem jest całkowicie zmyślona.

Waterman przez wiele lat prowadził kursy stenografii. Przez 10 lat sprzedawał pióra wieczne i dopiero później został agentem ubezpieczeniowym. Miał więc spore doświadczenie w dziedzinie piór wiecznych, bo i stenografia była z nimi związana i praca sprzedawcy piór. Szczególnie ta ostatnia, bo miał do czynienia z piórami różnych firm. Mógł więc obserwować ich rozwiązania, zalety i wady. To bez wątpienia dało mu wielkie doświadczenie i wiedzę związaną z tą branżą.

Na krótko przed opracowaniem swojego spływaka Waterman zetknął się z firmą Franka Hollanda i jego piórami. Frank Holland jest postacią prawie nieznaną, choć ze względu na jego wkład w rozwój pióra wiecznego zasługuje na to, by o nim pamiętać. W styczniu 1881 roku opatentował stylograf według własnego projektu. Stylograf to taki odpowiednik współczesnego rapidografu. W tamtych czasach służył też do pisania. W maju 1881 roku Holland opatentował pióro wieczne z ebonitowym spływakiem, a w maju 1883 roku, kolejne pióro z ulepszonym spływakiem. I z tego typu piórami, z ulepszonym spływakiem, zetknął się w tym samym roku Waterman. I wkrótce po tym fakcie Frank Holland, z nieznanych przyczyn, opuszcza Nowy Jork i cały zapas jego piór dostaje się w ręce Watermana.

Waterman ulepszył spływak Hollanda, to nie ulega wątpliwości. Nie mniej jednak miał do czynienia ze spływakiem, którego twórca zdawał sobie sprawę z praw, które muszą być uwzględnione przy konstruowaniu pióra wiecznego. Chodzi tu głównie o przyciąganie kapilarne i grawitację oraz stałe ciśnienie powietrza w zbiorniku pióra. Nie było więc tak, jak w legendzie, że Waterman zaczął od zera i wiedziony swoim geniuszem stworzył prawidłowo funkcjonujący spływak. Prawdą jest jednak to, że obaj, zarówno Holland jak i Waterman, byli świadomi tego, że ten, który stworzy sprawnie działające pióro wieczne, zdobędzie fortunę. Ten, któremu udało się, to był Waterman. Ten, któremu nie udało się i pozostał w zapomnieniu, to – Frank Holland. I cała praca wspomnianych wyżej autorów jest czymś w rodzaju hołdu złożonego człowiekowi, który wniósł tak wiele w rozwój pióra wiecznego i zasługuje na pamięć. Kładę tu nacisk na imię Frank, bo w tamtym czasie działała również firma John Holland Pen CO. Jej właściciel – John Holland nie miał nic wspólnego z Frankiem Hollandem. Właściciele firmy John Holland Pen CO utrzymywali, że to ich firma wyprodukowała pierwsze pióro wieczne w 1869 roku.

George Rimakis i Daniel Kirchheimer rozpoczynają swoją pracę od dwóch cytatów:

Many business men in America today fear to face the facts! Many men are ashamed to do so! All have skeletons; how many hide them, bury them, cover them over, gloss them over; and how many dig them out, turn on the sunlight, bring them to the surface, ruthlessly get the facts, no matter what they are, and then do what is necessary to set their houses to rights?” – „How Waterman WonEditor and Publisher, August 13, 1921

Dziś wielu biznesmenów w Ameryce boi się spojrzeć prawdzie w oczy! Wielu wstydzi się to zrobić! Wszyscy przyjmują jakąś postawę; wielu ukrywa ją, maskuje, tuszuje, wybiela; a wielu odkrywa ją, wystawia na światło dzienne, stara się zrozumieć fakty, bez względu na to jakimi one są, a później czynią wszystko, by jakoś to wszystko poukładać.” – Jak wygrał Waterman, Editor and Publisher, 13 sierpnia 1921 roku

It takes a thousand men to invent a telegraph, or a steam engine, or a phonograpf, or a photograph, or a telephone or any other important thing – and the last man gets the credit and we forget the others. He added his little mite – that is all he did.” – Mark Twain, letter to Helen Keller, March 17, 1903

Trzeba wielu ludzi by wynaleźć telegraf lub silnik parowy, lub fonograf, aparat fotograficzny, telefon lub jakąkolwiek inną wążną rzecz – a na ostatniego spływa całe uznanie, o pozostałych zapominamy. A on tylko dokończył to, co inni zaczęli. I to wszystko co zrobił.” – Mark Twain, w liście do Helen Keller z 17 marca 1903 roku

Próby stworzenia sprawnie działającego pióra wiecznego trwały przez prawie cały wiek XIX-ty i aż do 1883 roku nic nie udawało się. Czy więc jego powstanie zawdzięczamy geniuszowi Watermana, jak chce legenda, czy może splot wielu okoliczności sprawił, że to, co wcześniej nie było możliwe, stało się możliwe. A przecież już w 1809 roku Joseph Bramah eksperymentował z korkowym spływakiem. Ale czy to mogło się udać? Korek to nie ebonit, a atrament, jakim dysponował, zawierał wiele zanieczyszczeń. To nie mogło się udać!

W 1851 roku Goodyear opatentował swój wynalazek – ebonit. Odkrycie w 1856 roku barwników anilinowych umożliwiło produkcję atramentu bez zanieczyszczeń, a więc takiego, który mógł przepływać przez mikroskopijne kanaliki nacięte na spływaku. Gdyby więc Waterman urodził się wcześniej, to i on nie mógłby pokonać pewnych obiektywnych ograniczeń. I nie jest on bynajmniej jakimś wyjątkiem w historii wynalazków.

W swojej książce „Ballpoint”, opisującej historię powstania długopisu, nie mniej ciekawą od historii powstania pióra wiecznego, jej autor Geörgy Moldova, pisze tak:

However it might vary in other ways, patent law in different countries unanimously states that there is no legal basis to be founded on partial results: it is the person who makes the final step who is recognized as the inventor. Full acknowledgment, in other words, goes to the one who „puts the dot on the i.” In the eyes of the American system, moreover, it is of no significance who had the idea first. A good example of this is provided by those who discovered the theory behind the electric light bulb, but lacked the resources to put it into practice. Edison, on the other hand, only took up the challenge at a later stage, but was equipped with the apparatus necessary for its implementaton, and so it was he who successfully registered the patent.

Jakkolwiek różnie to może wyglądać, prawo patentowe w różnych krajach jednomyślnie stwierdza, że nie ma prawnych podstaw do ochrony pośrednich wyników na drodze do wynalazku: to osoba, która wykonuje ostatni krok na tej drodze jest uznawana za wynalazcę. Innymi słowy, pełne uznanie przypada temu, który „stawia kropkę nad i”. Co więcej, w amerykańskim systemie, nie ma znaczenia, kto pierwszy wpadł na pomysł. Dobrym tego przykładem są ci, którzy rozpracowali teoretycznie problem żarówki elektrycznej, ale którym brakowało zasobów, by swoje pomysły wprowadzić w życie. A z kolei Edison, który podjął się wyzwania na końcowym etapie, dysponował odpowiednimi zasobami i aparaturą, by wprowadzić teorię w życie i to właśnie jemu udało się zarejestrować swój patent.”

Geörgy Moldova to węgierski pisarz, co nie jest przypadkowe, bo tak jak pióro wieczne powstało „dawno temu w Ameryce” (był kiedyś taki film wyświetlany w polskich kinach – Once upon a time in America), tak długopis powstał „nad pięknym modrym Dunajem” – w Budapeszcie. Tak blisko nas i do tego jest tam jeszcze polski akcent. Ale o tym to może przy historii długopisu, jak do niej dojdę.

Nassim Nicolas Taleb w swojej słynnej książce „Czarny łabędź” pisze w pewnym momencie tak:

Wielu twierdzi, że Poincaré stworzył teorię względności przed Einsteinem – a Einstein ściągnął pomysł od niego – tylko nie zrobił z tego wielkiej sprawy. Oczywiście autorami tych wypowiedzi są Francuzi, ale Abraham Pais, przyjaciel i biograf Einsteina, w pewnej mierze je potwierdza. Poincaré, arystokrata z pochodzenia i zachowania, nie wykłócałby się o autorstwo odkrycia.”

I tak od prostego – wydawałoby – się spływaka, doszedłem do teorii względności. Dobre i tyle!

Widzimy tylko tych, którym udało się, a ci, którym nie udało się, znikają w niebyt i zapomnienie, ale często bez nich nie byłoby tych, którym udało się.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s